Galeria ul. Mariacka

Z Jadwigą Sankowską Raftopulos o energii genetycznej kobiecości Rozmawia Ida Łotocka-Huelle. 13 października 2016 r.

17.10.2016 r.

 


I.Ł. Czy to genetyczny zapis kobiecości zainspirował Cię do cyklu obrazów „Kolory XX”?

J.S.R. Zainspirowały mnie same kobiety. Ich wrażliwość i energia.

I.Ł. Na obrazach widać ich ciała, ale nie tylko. Rozmywają się kontury, przenikają kolory, postać stapia się z otoczeniem.

J.S.R. Zespala się ze światem.

I.Ł. Czyli nie tylko ciało, w takim podejściu do modela jest element duchowy, kontemplacyjny, zawarłaś go w malarskiej materii.

J.S.R. Techniki są różne, w zależności, którą kobietę maluję. Ja je wszystkie znam. Znam ich losy, myśli. Oczywiście ich nie ujawniam, bo to intymna sfera, przetwarzam ją i zamykam w obrazie.

I.Ł. A tytułowe kolory, to piękny pomysł nazywać kobiety kolorami. Czy to kolor aury, która je spowija?

J.S.R. Każda ma swój kolor, kolor ulubiony, otoczenia w którym się dobrze czuje. Aura oczywiście też, energia, którą emanują. Czasem zainspiruje mnie imię, czasem opowieść. Mówią mi o swoich odczuciach, upodobaniach.

I.Ł. Brzmi prawie jak psychoterapia. Modelki są twoimi przyjaciółkami? Czego szukasz w kobietach? Co powoduje, że te, a nie inne wybierasz?

J.S.R Niektóre są przyjaciółkami, inne znam z teatru, z jakiejś włóczęgi, kilometrowych wspólnych spacerów po lesie, nad morzem. Długie opowieści o sobie w plenerze, wtapiane w pejzaż.

I.Ł. Kobieta zespolona z naturą to rzeczywiście istota kobiecości. Reprezentacja natury w cywilizacji?

J.S.R. Trochę chodzi i o to, choć może za bardzo wchodzimy w filozofię. Szukam zbliżenia psychicznego. Podczas malowania tworzy się nieprawdopodobna więź. Zdejmują ubrania, odsłaniają się przede mną, dają wyraz zaufania. Są jak czyste tablice, bez tych wszystkich cywilizacyjnych naleciałości i powłok.

I.Ł. Patrząc na twoje obrazy wydaje się, że to jest bardzo subtelny kontakt, prawie bezcielesny, przeciwnie niż w większości zmysłowych materialistycznych aktów.

Czyli to nie cielesność cię inspiruje. Starasz się uchwycić coś, co nie jest tylko formą? Malujesz kobiety oczyszczone z naleciałości, żeby odkryć istotę?

J.S.R. Właśnie tak. I zawsze staram się odkryć coś pięknego, choć wiadomo, że ciała są różne, a i modelki w różnym wieku. Po prostu piękno bez względu na wiek i na budowę. To jest u mnie instynktowna potrzeba, podobnie jak potrzeba więzi, wzajemnego przenikania się. Odkrywanie duszy przez zdejmowanie ubrania.

I.Ł. Wróćmy do plastyki, do barw w twoich obrazach. Jesteś bezwzględnie kolorystką.

J.S.R. Takie założenie sobie przyjęłam i szukam motywów, które inspirują do takiego ujęcia. Choć nie lubię malować architektury, bo wymaga zbyt dużej dyscypliny, zrobiłam kiedyś cykl Gdańsk nocą w rozedrganej, impresjonistycznej konwencji.

I.Ł. Nie widziałam tamtego cyklu, ale obecna wystawa pokazuje, że działanie światła na kolor jest charakterystyczne dla twoich obrazów. Czy tylko taka lekka, impresjonistyczna technika cię pociąga?

J.S.R. Technikę dobieram do tego, co maluję. Najpierw temat, motyw, potem środki wyrazu. Czasem są to również kolaże, używam wszystkiego, co mi wpadnie w ręce. Pomysły przychodzą nagle. Np. kiedyś zrobiłam sześć aniołków blokowych – na tle falowca. Innym razem aniołki Małyszowskie, w pozie przygotowującej do lotu. Łączę papier, farbę akrylową, wodną, kredki, bibuły, ołówek. Ciągle szukam. Zajmowałam się również tkaniną. Robiłam duże kilkumetrowe tkaniny również łącząc różne techniki, materiały, metody, sploty, przetykania. To był długi, czasem kilkumiesięczny, męczący proces.

I.Ł. Jesteś również aktorką, lalkarką. Jest jakiś łącznik między malarstwem, a twoim drugim zawodem?

J.S.R. Na pewno. Praca w teatrze jest bardzo ekspansywna, angażująca, drenująca trzewia, psychikę, wyczerpująca energetycznie, ekspresyjna, nastawiona na innych. Potrzebne jest oderwanie się od tego, ucieczka w samotność, kontemplację, wyciszenie, wsłuchanie w bardzo subtelne tony. No i ogromna odpowiedzialność tylko za siebie, za swoją pracę. Nawet jak wyrzucę obraz, co ostatnio zrobiłam, to tylko moja sprawa. Teatr to praca zespołowa, tu każdy odpowiedzialny jest za innych, za całość. Emocje czasami sięgają zenitu. To trudna praca, wymagająca kontrapunktu, czy raczej dopełnienia przeciwieństwem. Między malarstwem, a aktorstwem w moim życiu jest przenikanie.

I.Ł. A lalkarstwo, czy lalka ma jakiś związek z postaciami, które malujesz?

J.S.R. Lalka to plastyka w ruchu. Decydując się na studia na wydziale lalkarskim to właśnie chciałam uzyskać – ożywić dzieło plastyczne.

I.Ł. Postacie na twoich obrazach mają związek z tym o czym mówisz. Są jakby lekko poruszone, nie możemy ich zatrzymać wzrokiem w ostatecznej formie. Ale wracając do XX – to kobiecość genetyczna, a nie kulturowa?

J.S.R. Tak, choć obecny społeczno – polityczny kontekst też chciałam zaznaczyć. To mój głos w kwestii uprzedmiotowiania kobiety.

I.Ł. Dziękuję Ci za rozmowę.

Our website is protected by DMC Firewall!