Galeria ul. Mariacka

Z Gienadijem Jerszowem o sile figury rozmawia Ida Łotocka-Huelle

5 maja 2017 r.


I.Ł. Obecna wystawa to retrospektywa w formie plansz pańskiej twórczości – rzeźby monumentalnej.

G.J. Tak, to pomniki zrealizowane w Polsce i na Ukrainie.

I.Ł. Czy gdzieś jeszcze tworzył Pan pomniki?

G.J. W Rumunii w Bukareszcie pomnik Tarasa Szewczenki, romantycznego pisarza ukraińskiego. Niestety nie mam planszy z tą rzeźbą.

I.Ł. Skąd płyną zamówienia? Tak kosztowne realizacje to pewnie zamówienia publiczne, kościelne, jakieś instytucje?

G.J. Tak, ale sam sobie szukam tematu takiego, w którym mam dużo do powiedzenia. Jeżeli wszystko układa się dobrze, temat urasta w pomnik.

I.Ł. Ci wielcy ludzie to pański wybór. Co w nich pana pociąga?

G.J. Różne rzeczy: osobowości, różne tematy historyczne, religijne, kwestie kulturowe.

I.Ł. Pomnik Jana Pawła II w Toruniu. W pana wydaniu to niezwykle skupiona postać z pochyloną głową i cierpliwym uśmiechem na twarzy. Jak przebiega proces uzyskiwania takiej ekspresji?

G.J. Praca nad taką rzeźbą wymaga spokoju, dobrego klimatu, wewnętrznej harmonii.

I.Ł. Tadeusz Juda – święty od spraw beznadziejnych. Jest w tanecznej pozie, dla której punktem wyjścia jest klasyczny kontrapost. Trzyma medalion z profilem Chrystusa. Takie ujęcie twarzy nie jest typowe dla ikonografii Chrystusa. To typ portretu z rzymskich monet.

G.J. Tadeusz Juda był współczesny Chrystusowi, a to czasy rzymskie. Dla ludzi wierzących jest ostatnią deską ratunku, świętym wielkiego zaufania, ostatniej nadziei. Pomnik zrealizowałem dla Domu Hospicyjnego. Ta lekka forma jest sugestią uwolnienia od troski, ciężaru zmartwienia, bólu. Nie dodałem mu obfitych szat, które sprawiałyby wrażenie ciężaru. Oglądałem freski z przedstawieniami tego świętego.

I.Ł. Szaty stylizują pańskie postaci w hieratyczne pozy. Trochę jak w rzeźbie sumeryjskiej czy babilońskiej. Tak ukazany jest ksiądz Henryk Jankowski, czy ewangelicki duchowny Krzysztof Celestyn Mrongowiusz.

G.J. Mrongowiusz stoi na terenie Uniwersytetu Gdańskiego. Miał wielki wkład w kulturę, to on był pierwszym badaczem folkloru i języka Kaszubów. Był filozofem i kaznodzieją. Nadałem mu wysmukłą formę człowieka natchnionego, jakby odrywającego się od ziemi. Księdza Jankowskiego znałem osobiście. Biła od niego siła, moc. Taka zwarta, syntetyczna, monumentalna bryła ją oddaje i do tego ciemne okulary… Zebrał się komitet społeczny, który zamówił u mnie tę rzeźbę.

I.Ł. Prałat Henryk Jankowski wydaje się być monolitem, postacią jednowymiarową, nieskomplikowaną w przeciwieństwie do hetmana Iwana Mazepy. Ta postać z popiersia pana autorstwa, które stoi w Czernihowie wydaje się bardzo złożona, wieloelementowa.

G.J. Bo taka była. To postać silna, kontrowersyjna. Szlachcic, żołnierz, dyplomata, mecenas, znał osiem języków. W jego dłoniach wyrzeźbiłem długie, szczupłe muzyczne palce. Zasłużył się w kulturze wieloma budowlami sakralnymi w stylu baroku kozackiego: cerkwie, ławry. Pomnik stoi obok kolegium w Czernihowie założonego przez Mazepę. To bardzo ważna dla Ukrainy postać. Zresztą jedyna dotychczas taka rzeźba na Ukrainie. Walczył o wolność Ukrainy. Mazepa ma bogatą ikonografię, więc miałem się na czym oprzeć ubierając go w kozacki barokowy strój.

I.Ł. Zupełnie inne w nastroju jest popiersie Fryderyka Chopina z Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku. To liryczny, łagodny, a nawet smutny portret romantycznego geniusza. Odstaje od przedstawienia, do którego jesteśmy przyzwyczajeni: dumnego, świadomego swego talentu artysty z podniesioną głowa i rozwianym włosem. Muzyczne tematy są panu bliskie?

G.J. Można tak powiedzieć. Dla Akademii Muzycznej w Gdańsku wyrzeźbiłem portret Stanisława Moniuszki. Dla Teatru Wielkiego w Warszawie postument rodzeństwa tancerzy Niżyńskich.

I.Ł. Wróćmy do wątków Ukraińskich. W Gdańsku zrealizował pan monument św. Włodzimierza Wielkiego, a w Lubeczu na Ukrainie pomnik z okazji 900-lecia Pierwszego Zjazdu Książąt Rusi Kijowskiej.

G.J. Św. Włodzimierz chrzciciel Rusi Kijowskiej stoi koło kościoła greckokatolickiego, zrobiłem go na zamówienie tej parafii. Figura jest w pozie charakterystycznej dla ikonografii Ojców Kościoła Wschodniego. Centralną postacią pomnika w Lubeczu jest Pisarz. Trzyma w ręku pióro, a na kolanach zwój. Gdyby nie ten anonimowy mnich historia Zjazdu nie byłaby nam znana. Książęta, których domniemane portrety są na cokole zjechali się, żeby zaprzestać wojen, wzajemnych grabieży i mordów, ale już w drodze powrotnej jednemu z nich wykłuli oczy.

I.Ł. To dramatyczne, burzliwe czasy, stąd dynamiczna, ujęta w otwartej kompozycji postać siedzącego mnicha o surowym obliczu. Na pomnik składa się pełna rzeźba i relief – twarze sześciu książąt. Interesuje pana również płaskorzeźba. Mamy na wystawie planszę ze stacjami Drogi Krzyżowej z kościoła św. Antoniego w Toruniu, niezwykle dynamiczne i dramatyczne oraz monument poświęcony Ofiarom Głodu na Ukrainie.

G.J. Drogę Krzyżową wyrzeźbiłem również dla Bazyliki Mariackiej w Gdańsku. Pomnik Ofiarom Głodu na Ukrainie stoi na Cmentarzu w Warszawie na Woli łączącym różne narody.

Są na nim kłosy zboża na pamiątkę kaźni: za jeden kłos jeden rok więzienia. Są matki z dziećmi, rozpaczające ludzkie sylwetki. Ich układ kompozycyjny wydobywa centralną pustą formę, negatyw – figurkę dziecka rozpiętą w kształcie krzyża.

I.Ł. Na wystawie jest zaledwie kilka pańskich realizacji. Co jeszcze w ostatnich latach pan zrealizował?

G.J. Pomnik Żołnierzy Wyklętych w Tarnobrzegu, fontannę w tym mieście.

I.Ł. A co teraz pan realizuje?

G.J. Z profesorem Januszajtisem pracujemy nad projektem pomnika Schopenhauera. Ma stanąć koło kamienicy na ul. Św. Ducha. Robię również statuetki na konkurs baletowy im. Wojciecha Wiesiołłowskiego.

I.Ł. Wrósł pan już w gdański pejzaż swoimi rzeźbami. Pochodzi Pan z Czernihowa na Ukrainie. Gdzie ma pan pracownię?

G.J. I w Gdańsku i w Czernihowie. Pochodzę z polsko-ukraińskiej rodziny, a do Polski repatriowaliśmy się w 2001 r.

I.Ł. Przeniósł pan na nasz grunt doskonałe rzemiosło figuratywnej rzeźby, która, jak wynika z wielości pańskich realizacji ma bardzo dobry odbiór społeczny. Pełni pan również misję budowania pomostu kulturowego między Polską a Ukrainą poprzez inicjatywę Fundacji Atelier Jerszow.

G.J. Figura jest dla mnie najważniejsza, najwięcej można nią wyrazić. To pierwotny odbiór świata poprzez postać drugiego człowieka. Szukasz tematu, rzeźbisz, powoli coś powstaje.

Z takiej szkoły się wywodzę. Studiowałem na Wydziale Rzeźby w Ukraińskiej Akademii Sztuk Pięknych we Lwowie oraz w Kijowie. Pracowałem w Ukraińskie Akademii Sztuk Pięknych i Architektury w Kijowie. Na Uniwersytecie w Czernihowie wykładałem rzeźbę i rysunek. Życie między dwoma światami polskim i ukraińskim jest dla mnie inspirujące. Dla twórczości dobre jest poszerzanie horyzontów, kontrastowe doświadczenia.

I.Ł. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Our website is protected by DMC Firewall!