Galeria ul. Mariacka

Rozmowa z Piotrem Kowalskim — artystą plastykiem, autorem wystawy p.t. „Kotom też należy się wystawa kaligrafii”


Ryszard Kowalewski: Piotrze, proszę opowiedz kiedy zetknąłeś się z liternictwem i ładnym pisaniem?

Piotr Kowalski: Liceum Plastyczne ukończyłem w Szczecinie. W szkole nauczyciel liternictwa odkrył, że potrafię sprawnie i zręcznie ładnie pisać. Od trzeciej klasy byłem „wykorzystywany” do wykonywania na rzecz szkoły plakatów, transparentów, szyldów itp.

R.K.: Jak dalej potoczyły się twoje przygody ze sztukami pięknymi?

P.K.: Po skończeniu liceum nie myślałem o dalszej edukacji. Dwa lata byłem instruktorem plastycznym na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. Kierownik pracowni, dyplomowany artysta swoim wywyższaniem się, sprowokował mnie do pójścia na studia artystyczne! W 1973 roku zdałem egzaminy wstępne do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku i zostałem studentem Wydziału Malarstwa i Grafiki. Tutaj na poważnie studiowałem liternictwo, typografię, projektowanie graficzne, rysunek, malarstwo, rzeźbę, uprawiałem też kaligrafię. Pod kierunkiem docenta Witolda Janowskiego uzyskałem dyplom magistra sztuki w 1978 roku, a następnie przez dziewięć lat pracowałem w Szkole ucząc studentów liternictwa i typografii na Wydziale Malarstwa i Rzeźby.

R.K.: Ale proszę Piotrze odpowiedz — bo to jest dla mnie ogromnie interesujące — żeby stać się wirtuozem w jakiejś dyscyplinie to oprócz talentu i pracowitości trzeba mieć jakieś wzorce. Czy ty masz swojego mistrza?

P.K.: Powiem tak, w okresie minionym, tak na dobrą sprawę nie mieliśmy dostatecznej informacji, co się dzieje w dziedzinie liternictwa, jeśli chodzi o typografię to było nieco lepiej, i praktycznie żadnej informacji dotyczącej kaligrafii zza tzw. żelaznej kurtyny, Anglii, Niemiec Zachodnich, USA itd. Jednak najwięcej informacji pochodziło z NRD, Czechosłowacji, Węgier i ZSRR. Wtedy jeszcze nie wiedziałem kto to jest John Stevens, kaligraf amerykański, nieżyjący już Herman Zapf, kaligraf i typograf z Darmstadtu, czy tez urodzony w Teksasie Brody Neuenschwander, aktualnie mieszkający w Bruges w Belgii. O nich dowiedziałem się z internetu. Również dzięki temu, że mogliśmy wyjeżdżać na zachód. Jakież to było dla mnie doświadczenie, kiedy najpierw znajdowałem się w szaro burym, smutnym Berlinie Wschodnim i za chwilę w kolorowym Berlinie Zachodnim, z pięknymi nocnymi neonami, liternictwem, przepiękną typografią, plakatami. Wówczas nasza polska szkoła plakatu i grafiki wydawała mi się zupełnie inna, oczywiście intelektualnie na bardzo wysokim poziomie. W Berlinie Zachodnim zacząłem buszować po księgarniach i nabywać książki dotyczące kaligrafii. Wracając do twojego pytania moimi idolami są: John Stevens, Michael Sull, Denis Brown, Barbara Calzolari, oczywiście Brody Neuenschwander i młody, fantastycznie sprawny i perfekcyjny Jake Weidmann. Jednak największą inspiracją, która otworzyła mi oczy i stwierdziłem, że kaligrafia to fantastyczna sprawa, było obejrzenie filmu w reżyserii Petera Greenwaya „The Pillow Book”, gdzie mogłem podziwiać umiejętności kaligrafa, jakim jest bez wątpienia Brody Neuenschwander, jak i mistrza kaligrafii japońskiej Yukki Yaury. W tym filmie dopiero widać nieprawdopodobne mistrzostwo kaligrafii japońskiej, łacińskiej i nie tylko. Gorąco zachęcam do obejrzenia filmu wszystkich miłośników kaligrafii.

R.K.: Ja miałem to szczęście, że uczyłem się kaligrafii w szkole podstawowej, co ty na ten temat powiesz? 

P.K.: Młodzi ludzie tak nie do końca wiedzą, co to jest kaligrafia. Bardzo wiele osób w wieku średnim i starszych mówi o kaligrafii i wiedzą o czym mówią. Można by dwutorowo wyjaśnić słowo kaligrafia. Jest to sztuka pięknego pisania, poziom wyższy i sztuka ładnego pisania, jakiej uczono kiedyś w szkołach. Miało się wtedy obsadkę ze stalówką, atrament, zeszyt i upaprane ręce, kleksy ale po kilkuletniej edukacji nabywało się umiejętności ładnego pisania. Udało mi się zdobyć „Podręcznik do nauki kaligrafii” Józefa Czerneckiego z 1906 roku, i tam czytam, ze młody człowiek ćwiczył rękę pisząc najpierw rysikiem na tabliczce łupkowej, następnym etapem było pisanie ołówkiem i dopiero na końcu adept otrzymywał papier, atrament i pióro ze stalówką. Dlatego tak bardzo zachwycamy się dzisiaj starymi dokumentami, a dzięki internetowi możemy podziwiać przepięknie napisaną konstytucję Stanów Zjednoczonych, listy Paganiniego, dokumenty z kancelarii carycy Katarzyny, możemy też podziwiać dokumenty epoki Felixa Mendelsona-Bartholdy, Boleslawa Prusa, pismo mongolskie, hebrajskie czy arabskie.

R.K.: Piotrze prowadzimy luźną rozmowę ale chciałbym żebyś powiedział o swoich osiągnięciach, masz ich sporo, północ Polski to jest teren prawie zdominowany przez ciebie. Ty pisząc uruchamiasz swoją wyobraźnię, dajesz swoją osobowość, swoją wizję, swoje poczucie piękna, a tym się dzielisz z tymi, do których twoja praca jest adresowana. Ogromna ilość napisanych przez ciebie dokumentów jest historią, proszę przybliż nam ją, bo wiem, że jest niezwykle interesująca.

P.K.: Napisałem w swoim życiu ponad 60 dyplomów honoris causa dla Uniwersytetu Gdańskiego, że wymienię takich dostojników jak: Francois Mitterrand, Richard von Weizsaker, Madeleine Albright, Andrzej Wajda i wielu innych, wypisuje dyplomy dla Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie, dyplomy do nagrody Prezydenta Gdańska Splendor Gedanesis, dyplomy dla nagród Marszałka Urzędu Marszałkowskiego za całokształt twórczości artystycznej (artyści sztuk wizualnych, literaci, aktorzy, muzycy), kreację artystyczną i nadzieję artystyczną, kilkadziesiąt dyplomów do krajowej Nagrody im. Kazimierza Ostrowskiego przyznawanej przez Kapitułę ZO Związku Polskich Artystów Plastyków w Gdańsku w dziedzinie malarstwa, dziesiątki podziękowań, gratulacji itp.

R.K.: Piotrze skąd przyszła inspiracja do aktualnej wystawy kaligraficznej poświęconej kotom?

P.K.: Ta wystawa by nie powstała gdyby nie przypadek. Będąc kuratorem galerii ZPAP na Piwnej natknąłem się na książkę opracowaną przez Panią Annę Bańkowską „My mamy kota na punkcie kota”, zacząłem czytać i tak mnie ta lektura wciągnęła jakbym czytał najlepszy kryminał. Teksty tak mocno mnie zainspirowały, że postanowiłem wybrać kilka z tej książki i nie tylko z tej, przepisać je starając się używać krojów odpowiednich do treści. Rysunki zamieszczanych kotów są tylko uzupełnieniem całości pracy. Wystawę dedykuję maluchom, młodym i dojrzałym widzom, wierzę, że w środku lata ta wystawa sprawi im radość, może przywoła niektórym wspomnienia z dzieciństwa i przywoła uśmiech na twarzy.

R.K.: Czy mógłbyś powiedzieć parę słów o najbliższych planach wystawienniczych?

P.K.: Mogę tylko zdradzić, że przymierzam się do stworzenia cyklu wykaligrafowanych życiorysów wybitnych muzyków, między innymi: F.Chopina, K.Szymanowskiego, Paganiniego i innych. Może dla filharmonii na Ołowiance w Gdańsku, nie wiem.

R.K: Piotrze trzymam kciuki, pomysł znakomity, dziękuję za rozmowę.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!