Galeria ul. Mariacka

Z  Izabelą Huk-Malinowską o „Powrocie do przeszłości” rozmawia Ida Łotocka-Huelle

21 listopada 2015 r.


I.Ł. „Powrót do przeszłości” to tytuł wystawy Pani realizacji konserwatorskich. Jakie obiekty obejmuje ekspozycja?

I.H.M. Są to obiekty w Gdańsku, Gdyni, Sopocie, Wejherowie, Braniewie, Gniewie i Dobrym Mieście. Powstały w różnych okresach historycznych.

I.Ł. A więc nie tylko średniowieczny i siedemnastowieczny Gdańsk, co nam się automatycznie nasuwa, gdy słyszymy słowa „zabytek” i „konserwacja”.

I.H.M. Oczywiście że nie. Przywracamy, mówię o nas – konserwatorach stan pierwotny różnych obiektów. Tak jesteśmy wykształceni, taka jest nasza rola, że jesteśmy odtwórcami, przywracamy kształt pierwotny zabytków, musimy uszanować ich oryginalną wartość, autentycznością, również tych obiektów, które powstały po wojnie.

I.Ł. Czyli rekonstrukcja i zachowanie tego, co jeszcze zostało oryginalne z budynków, dzieł sztuki, przedmiotów użytkowych. Proszę powiedzieć, jak rozpoczyna się Pani kontakt z zabytkiem?

 

I.H.M. Mój kontakt z zabytkiem zaczyna się najczęściej od zlecenia mi opracowania dokumentacji konserwatorskiej. Taka dokumentacja zawiera: analizę archiwum, przedstawienie ikonografii, opis zachowania i określenie programu prac konserwatorskich. Później zostaje to dołączone do projektu architektoniczno-budowlanego i po uzyskaniu wszystkich pozwoleń służb konserwatorskich i pozwolenia na budowę dochodzi do realizacji. Bardzo często wtedy pełnię nadzór konserwatorski, co tak właściwie jest tylko dobrą wolą inwestora, bo ustawa tego nie przewiduje. Ewentualnie jestem kierownikiem prac konserwatorskich, albo wykonuję dane zadanie samodzielnie.

I.Ł. To takie trzy formuły w których pojawia się Pani w procesie przywracania obiektowi stanu oryginalnego. Co jest obiektem Pani zainteresowań i przedmiotem specjalizacji?

I.H.M. Mam dwa dyplomy, skończyłam dwa kierunki na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu: Zabytkoznawstwo i Konserwatorstwo oraz Konserwacja i Restauracja Dzieł Sztuki; jeden z nich, kierunek teoretyczny – ochrona zabytków i dóbr kultury, drugi praktyczny, technologiczny – konserwacja i restauracja dzieł sztuki w specjalizacji konserwacja rzeźby kamiennej i detalu architektonicznego. W 2005 r. ukończyłam również studia podyplomowe w zakresie konserwacji zabytków metalowych.

Działam już 20 lat na terenie Pomorza, Warmii i Mazur. Dla obecnej ekspozycji wybrałam obiekty, nad którymi pracowałam w przeciągu ostatnich 7, 8 lat. Tę wystawę poświęciłam wyłącznie elewacjom całościowo wykonywanym przeze mnie, jak i takim, nad którymi przy realizacji pełniłam nadzór konserwatorski. W międzyczasie byłam także współautorem rekonstrukcji polichromii w kaplicach w kościele św. Mikołaja w Gniewie, pracowałam nad polichromiami w Domu Uphagena i w Sali Złotniczej w Muzeum Narodowym w Gdańsku,  w Ratuszu Staromiejskim.  Pracowałam także przy obiektach sakralnych w kościele św. Jana w Gdańsku.

I.Ł. Otrzymała Pani nagrodę za swoją działalność na terenie Warmii i Mazur od wojewody.

I.H.M. Miesiąc temu ją odebrałam. W 2013 r. byłam między innymi kierownikiem prac konserwatorskich przy renowacji zabytkowych kamienic w ciągu ulicy Sowińskiego i placu św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Dobrym Mieście. Realizacja ta otrzymała w 2015 r. prestiżową nagrodę od Konserwatora Generalnego za Najbardziej Zadbany Zabytek w kategorii „Rewitalizacja przestrzeni kulturowej i krajobrazu”.

I.Ł. Nadzór konserwatorski to inna forma działalności rewaloryzacyjnej?

 I.H.M. Tak. Prace wykonują firmy budowlane, ja pełnię pieczę nad prawidłowością ich wykonania. Kamienice w Sopocie, Gdyni, siedziba LPP (dawna fabryka cygar) i gmach policji w Gdańsku, dworzec kolejowy w Gdyni – te realizacje wykonywały firmy budowlane pod moim nadzorem konserwatorskim inwestorskim. Dworzec w Gdyni został wpisany do rejestru zabytków po długiej burzy biurokratyczno-ideologicznej w 2008 r. Obiekt powojenny, ale zbudowany według starej szkoły modernistycznej z socrealistycznymi mozaikami. Było to dla mnie wielkie wyzwanie, bo musiałam stawić czoła ogromnemu przedsięwzięciu. Projekt w dużej mierze był finansowany ze środków unijnych. Uświadomienie wszystkim podmiotom: zamawiającemu – kolei państwowej, wykonawcy i inwestorowi zastępczemu wartości tego obiektu wymagało umiejętności dyplomatycznych. Podczas prac zostały odkryte m. in. malowidła w sali restauracyjnej oraz ceglane mury dawnego dworca, drugiego, bo obecny dworzec jest trzecim. Pierwszy był drewniany. Było ciężko, ale się udało i hala dworca, jak i sala restauracyjna, cieszy się ogromnym zainteresowaniem, nawet odwiedzają ją wycieczki.

I.Ł. Wspomniała Pani o dyplomacji, jako elemencie swojej pracy. Czy aż tak trudno uświadomić ludziom o wartość tych obiektów?

I.H.M. Moja praca obok działalności stricte konserwatorskiej w dużym stopniu jest oparta na psychologii, socjologii, empatii i mediacji. Ale często współpracuje się znakomicie, czego przykładem jest LPP, bardzo świadomy inwestor oraz bardzo dobry wykonawca, firma „Allcon”. Słuchali, szanowali i uwierzyli.

I.Ł. Czyli na Pani pracę składa się tak wiele czynników, że jest to właściwie łańcuszek ludzi dobrej woli plus ogrom biurokracji.

I.H.M. Właśnie! I sukces, który widzimy na tych zdjęciach jest wynikiem takiego współdziałania. Zdaję sobie sprawę, jak ogromnym wysiłkiem ekonomicznym są te przedsięwzięcia dla prywatnych inwestorów i jak wielkie jest ich osobiste zaangażowanie, determinacja, szacunek dla przeszłości i wyznawanych wtedy wartości estetycznych.

I.Ł. Na planszach widzimy efekty tych udanych realizacji odzyskania dorobku kultury.

I.H.M. Każda z plansz opowiada o jednej z nich. Fontanna na molo to moje autorskie dzieło, kamienica w Sopocie – współautorstwo. Sąd w Braniewie – nasze tegoroczne dzieło. Ceglany dom w Wejherowie – współpraca z bardzo świadomą wartości zabytku panią właścicielką – świetna współpraca i efekt. Zajezdnia tramwajowa w Nowym Porcie – dwie elewacje, i moja autorska praca – renowacja polichromii na kamienicy w Gniewie z oryginalnymi drzwiami barokowymi, jednymi z nielicznych zachowanych na Pomorzu.

Dla mnie było ważne, aby na wystawie przedstawić mechanizmy, dzięki którym można właśnie takie dobre rezultaty uzyskać. Dlatego pokazuję różne obiekty w bardzo różnych stylistykach, zachowane w maksymalnie oryginalnym wyglądzie dzięki naszym zabiegom i świadomości właścicieli.

Spektakularny przykład to Sąd Rejonowy w Braniewie, realizacja tegoroczna, trwająca od marca do końca września. Jest przykładem konserwacji cegły - około 5 tys. m2. Budynek zniszczony w czasie wojny, odbudowany w latach 50. bez dbałości o szczegóły detalu. Jest typowym przykładem doktryny konserwatorskiej panującej w tamtych czasach: odbudowano dosyć niechlujnie, nie powtarzając detalu i otynkowano. Idea była taka, żeby pokazać za wszelką cenę elewację frontową w cegle. Cegła do tegorocznej realizacji była zamawiana w manufakturze, w cegielni Dąbrówka pod Zgierzem. To była niesamowita współpraca. Cegielnia odłożyła wszystkie swoje prace i skupiła się tylko na naszym zamówieniu. Wyprodukowali i oszkliwili metodą tradycyjną kilkanaście tysięcy kształtek. Udało się, ale to była praca polegająca na uporze i pokorze, oprócz oczywistych umiejętności fachowych. Niesamowite jest również to, jak kibicowali nam mieszkańcy Braniewa. Obcy ludzie mnie rozpoznawali, zatrzymywali mnie na ulicy i pytali o stan prac, dziękowali, zwłaszcza starsze osoby, które dobrze znają ten budynek.

I.Ł. Mieszkańcy zaadoptowali więc Panią do społeczności?

I.H.M. Myślę, że tak, podobnie jak mieszkańcy rewitalizowanych kamienic. W małych miejscowościach pracuje się mniej anonimowo, ale są większe wymagania. Z niektórymi z tych ludzi mam kontakty wieloletnie: składamy sobie życzenia, pozdrawiamy, wymieniamy drobne upominki. Co roku dostaję na wiosnę sadzonki kwiatów.

 I.Ł. Co jest w Pani pracy z ludźmi najważniejsze?

I.H.M. Zaufanie i pokora. Zwłaszcza z firmami budowlanymi. Dochodzi tu jeszcze aspekt zaufania kobiecie.

I.Ł. No tak zaufać kobiecie, jak się jest budowlańcem jest bardzo ciężko, a zwłaszcza takiej, która wie lepiej.

I.H.M. Zawsze najtrudniejsze jest dotarcie do świadomości i jeszcze znalezienie kompromisu między ekonomiką, a dobrem zabytku, bo u nas ciągle pokutuje praktyka, że najtańsze wygrywa.

I.Ł. Konserwator zabytków obarczony jest więc również misją edukacyjną.

I.H.M. Jak najbardziej. Wchodzi w nią nie tylko mediowanie między inwestorem, firmą budowlaną a wymogami zabytkowego obiektu, ale również kształtowanie wrażliwości, świadomości i gustów. Coraz bardziej dochodzi do głosu koncepcja aranżacji konserwatorskiej polegającej m.in. na wtapianiu zabytku w istniejące otoczenie, najczęściej już inne, niż to, w jakim powstał.

I.Ł. A więc zachowanie materii i ducha, sztuki i rzemiosła.

I.H.M. Tak, bo jak ktoś mądrze powiedział: „rzemiosło bez sztuki jest rutyną, a sztuka bez rzemiosła jest majakiem”.

I.Ł. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Our website is protected by DMC Firewall!