Galeria ul. Mariacka

Z Władysławem Szczepańskim i Bartłomiejem Michalskim o pamięci i drodze ku światłu rozmawia Ida Łotocka-Huelle

21 marca 2016 r.


I.Ł. Wystawa składa się z dwóch części: cyklu rysunków węglem i pasteli prof. Władysława Szczepańskiego zatytułowanego „Ad Lucem” i cyklu obrazów olejnych Bartłomieja Michalskiego pt. „Siatki pamięci”. Czy panowie planowali tę wystawę jako ekspozycję o wspólnym wyrazie, czy jako koncepcje zdecydowanie odrębne. Pytam o plany, bo za chwilę porozmawiamy o tym, co odkrywa przed nami ekspozycja.



W. S. Są to dwie osobne ekspozycje, mające jednak ze sobą sporo wspólnego. Twórczość pana Bartłomieja zainteresowała mnie i współpracujemy już drugi rok. Pan Bartek jest doktorantem u nas na uczelni w Instytucie Sztuk Pięknych (Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach), a ja jestem jego opiekunem artystycznym. Wystawy jednak są dwie oddzielne.

 I. Ł. Tytuł „Ad Lucem”, co w pańskim zamyśle oznacza?

W.S. „Ku światłu”, od wielu lat śledzę drogę światła wydobywającego się z czerni. W tytule zawarłem przesłanie. Najlepiej odda je cytat, myśl Franciszka Siedleckiego:

Grafika zbliża się do muzyki,

Oddaje melodie duszy

Zapatrzonej w istotę światła,

Znaczy groźną opozycję jasności

Do głębi czarnych otchłani”.

I.Ł. W pańskich obrazach jest ta podstawowa opozycja światła i cienia. Ciemna plama, która przybiera formę architektury posiada jakieś swoje wewnętrzne światło. I w sensie metaforycznym jako iskrę życia i w sensie formalnym. Światło wydobywa się jakby z trudem z mroków zapomnienia, gęstej siatki kresek węglem, czy pastelem. Mówią o tym tytuły cyklów: „Przebłysk”, „Błysk”, „Brzask”, „Upał”. Prace pana Bartłomieja Michalskiego natomiast, to abstrakcje w konwencji geometrycznej. Składają się na dwa cykle: „Siatki pamięci” i „Macewy”. Obrazy abstrakcyjne, ale tytuły sugerują określone treści, ciąg skojarzeń. Czy nasze umysły potrzebują konkretu?



B. M. Tak, jak najbardziej, bo uważam, że nawet abstrakcja musi mieć i ma kontakt ze światem, który nas otacza, z rzeczywistością. Bez tej relacji nie ma możliwości twórczej. Samo słowo „abstrakt” czyli sedno, istota, meritum sprawy - musi czegoś dotyczyć.

I. Ł. Ciekawe jest zestawienie tych obrazów z rysunkami pana prof. Szczepańskiego, które wychodzą od realizmu. To zestawienie abstrakcji ze sztuką przedstawiającą zdaje się być pełne wzajemnych odniesień. Z czego to według pana wynika?

B.M. Nasze prace na pierwszy rzut oka się różnią, ale w obu przypadkach inspiracją jest natura. Obrazy i rysunki dotyczą rzeczywistości. Dlatego prezentujemy je wspólnie.

I.Ł. Przychodzi mi na myśl w trakcie oglądania wystawy, że prace obu panów dotyczą pamięci. Sugerują to już same tytuły: „Siatki pamięci” i „Macewy”, a u pana prof. portrety budynków, bardzo ekspresyjne, nastrojowe. Wydaje się, że sportretowane domy mają własną osobowość, własną pamięć. Emanują tajemniczą treścią. Stąd moje pytanie do pana prof. Szczepańskiego o osobowość tych budynków. Czy to są domy związane z konkretnym miejscem w pańskiej pamięci? Czy to lwowskie domy z miejsca pańskiego urodzenia, dzieciństwa, młodości, które żyją już w pamięci swoim własnym życiem, czy budynki, wśród których pan teraz się obraca?

W.S. Architekturą inspiruję się od wielu lat. To podstawa moich wrażeń, spostrzeżeń i przeżyć. Zacząłem ją malować i przedstawiać rzeczywiście jeszcze we Lwowie. Powstał wtedy zbiór obejmujący cykle „Świat który odchodzi” i „Mówią wieki”, który wydało wydawnictwo Ossolineum. Stanowią one pewną syntezę, podsumowanie mojego spojrzenia na architekturę, pamięci nastroju. Architektura Gdańska również mnie zainteresowała, choć autentycznych rzeczy zostało tu niewiele. Ale to co przetrwało przemawia bardzo silnie.

I.Ł. W pańskich pracach budynki wydają się być niemymi świadkami. Panuje w nich naładowana emocjami cisza. Widzące okna, milczące drzwi. Dostrzegalna jest nawet pewna personifikacja tej architektury. Opuszczone miejsca, przemijanie – to również dotyczy istoty człowieka.

W.S. Jeśli rysunki mają takie działanie, to bardzo się cieszę. Myślę, że każdemu artyście chodzi o to, aby w jakiś sposób się porozumieć, nawiązać dialog z widzem. Architektura zawsze narzuca sobą jakąś formę, natomiast tutaj jest próba odejścia od konkretu, przybliżenie nastroju.

I. Ł. Rysunki mają silne działanie, choć środki wyrazu są oszczędne. Nawiążę tutaj do wspólnych wątków w pracach obu panów. Sama forma architektury w pańskim ujęciu wydaje się abstrakcyjna. Specyficzne punkty widzenia, perspektywy powodują, że można patrzeć na te prace jak na obrazy abstrakcyjne. One zyskują inną formalną jakość, nie realistyczną.

W.S. Sama architektura, w swej bryle, jej zarysie i kształcie, można powiedzieć jest czystą abstrakcją. Prace, tu eksponowane nie powstały w plenerze. Są pewną konstrukcją wewnętrzną, esencją tego, co zaczerpnięte z rzeczywistości: podwórza – studni we Lwowie, w którym się urodziłem, fragmentu starego miasta w Kielcach, gdzie mieszkam, domu w Kijowie i innych. Wiele lat. uczestniczyłem w plenerach: w Paczkowie, Chełmnie, Wilnie, Lwowie, Tarnowie, Przemyślu, na Pomorzu.

I. Ł. Pańskie myślenie abstrakcyjne jest emocjonalne, ekspresyjne, poetyckie, natomiast pan Bartłomiej prezentuje nurt abstrakcji geometrycznej. Formy ujęte są jednak w taką ramę kompozycyjną, np. w cyklu „Macewy”, że na poziomie metaforycznym również niosą silny ładunek emocjonalny. Ostre, płaskie, dynamiczne kształty zdają się rozsadzać ramy obrazu, podobnie jak treści zepchnięte do podświadomości rozsadzają naszą jaźń, osobowość.

B.M. Mając do czynienia z obrazem zapamiętanym i przekładając go na płaszczyznę z tego wrażeniowego odczucia, które w nas pozostało i funkcjonuje, może być takim procesem. Emocje nagromadzone, zapamiętane oddziałują na formę. Sam akt twórczy jest wyrażeniem emocjonalnym.

I.Ł. Cykl „Macewy” jest właśnie taki rozsadzający od wewnątrz, natomiast w cyklu „Siatki pamięci” mamy bardzo przejrzyste układy kompozycyjne. Tak sobie właśnie pamięć wyobrażam, jako konstrukt umysłowy w postaci siatki, na którą nakładamy jakieś konkrety. Ale sama siatka jest trwała, jest podstawą.

B.M. Jest trwała, ale cały czas ją rozwijamy, budujemy, dokładamy ogniwa tworząc kolejne obrazy i zagęszczamy jej strukturę. Sama budowa komórki nerwowej też jest pewną siatką.

I.Ł. Więc i w pańskich obrazach mamy do czynienia z wewnętrznymi strukturami.

B.M. Może to jakiś fragment zbiorowego archetypu, nie zawsze uświadomionego do końca. Funkcjonuje jednak i wiele nam podpowiada, lecz jak to bywa z obrazem, można go interpretować różnie, szczególnie mając do czynienia z obrazem nieprzedstawiającym, właśnie z abstraktem.

I.Ł. Jest pan niezwykle konsekwentny w prowadzeniu tej myśli. Wyraża się ona nawet w sposobie eksponowania prac. Rozrzucone sygnały – obrazy na ścianie na różnych wysokościach – siatka zaczyna się budować i w efekcie otrzymujemy zwartą konstrukcję, obraz, który wydobywając się z podświadomości rozsadza jaźń.

B.M. To tylko dowód, że choć nie zawsze wszystko jest w pełni zaplanowane, to owa wewnętrzna struktura jest, działa i podpowiada rozwiązania.

I.Ł. Prace panów są niezwykle czułe, jeżeli chodzi o takie podświadome sygnały, bo architektura w interpretacji pana profesora może być również odebrana jako symbol, konstrukcja ludzkiej jaźni. Tak więc obie części wystawy nawzajem się dopełniają i wzmacniają swoje działanie, osiągając maksimum wyrazu przy użyciu oszczędnych środków: silnych podstawowych kontrastów walorowych, kontrastów wielkości, prawie achromatycznej gamy barwnej, czerni, szarości i bieli jedynie z sygnałami koloru – światła. I ta sama, ogromna dyscyplina myślenia, która daje maksimum emocjonalnego napięcia i intelektualnej syntezy.

B.M. Ona być może bierze się z doświadczeń z grafiką. Warsztat graficzny uczy takiej dyscypliny.

I.Ł. Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

 

Our website is protected by DMC Firewall!