Galeria ul. Piwna

WŁADYSŁAW BORZĘCKI. Rzeźba. Wystawa retrospektywna - rozmowa z K. Strelcyn

Rozmowa Marii Jędrzejczyk, z Katarzyną Strelcyn, inicjatorką wystawy ‘WŁADYSŁAW BORZĘCKI. Rzeźba. Wystawa retrospektywna” (1920-1998)

23 sierpnia - 10 września 2019 r.

MJ: Czy zechciałaby Pani, jako inicjatorka wystawy Władysława Borzęckiego, powiedzieć nam, jakie były powody podjęcia trudów związanych z wystawą, która jest dla jej organizatorów nie lada wyzwaniem chociażby ze względu na konieczność przewiezienia prac przez całą niemal Polskę. Co motywowało Panią do podjęcia tego zadania?

KS: Pierwszy raz zobaczyłam prace Władysława Borzęckiego w 2008 roku, a więc przeszło 20 lat temu. Na fali klasowych spotkań, kolega ze szkoły średniej, Wojciech Kubiński z żoną Olga, z domu Borzęcką, córką rzeźbiarza, zaprosili kilka koleżanek klasowych, wraz ze mną, do domku letniskowego w Sromowcach Niżnych koło Czorsztyna. Domek powstał z byłej pracowni artysty, gdzie spadkobiercy stworzyli intymną galerię jego dzieł. Było to niezwykłe przeżycie; poruszać się, spać i jeść wśród tych wspaniałości, zastygłych w czasie. Wywarło to na mnie niezapomniane wrażenie. Czułam się,  jakbym była elementem niezwykłej scenografii w filmie, który dopiero miał powstać. Potem jeszcze dwukrotnie mieliśmy przyjemność, wraz  z mężem odwiedzić Sromowce Niżne i zapoznać się również z innymi pracami Borzęckiego, znajdującymi się w urokliwym drewnianym kościółku oraz tuż obok, w nowym kościele w Sromowcach Niżnych, a także w “Hotelu nad Przełomem”. Eksponaty stanowią jakby integralną część  tych instytucji. Powstały z lokalnej kultury i wydają się być jej nierozerwalnym elementem.

Pomysł wystawy zrodził się całkiem przypadkowo, w wyniku kilku zupelnie nieprzewidywalnych zbiegów okoliczności, które zaistniały niemal jednocześnie. Jesienią 2018 roku byłam na wystawie malarstwa Krystyny Jacobson w ZPAP w Gdańsku. Przegladajac zdjecia z wernisażu wystawy,  rozpoznałam na nich znajomego, Ryszarda Kowalewskiego, kuratora wystawy i ówczesnego prezesa związku, z którym nawiązałam kontakt. Niemal w tym samym czasie spotkaliśmy się w Londynie z Olga Kubińską. Natychmiast zrodził  się we mnie pomysł wystawy. Zapytałam obie strony, niezależnie, czy byłyby zainteresowane wystawą. Odzew był pozytywny. Koncept powstał jakby samoistnie, narzucony przez splot sprzyjających okoliczności, w odpowiednim dla wszystkich stron momencie.    Moją główną motywację stanowiła chęć głębszego poznania sztuki nie tylko artysty, ale i tradycji szkoły Kenara oraz przybliżenie jej szerszemu gronu odbiorców sztuki. Projekt był także formą przygody, podróży nie tylko geograficznej, ale artystyczno-organizacyjnej. Była to nietypowa, swoista podróż.

MJ: Czy jako entuzjastka twórczości Władysława Borzęckiego, mogłaby Pani przybliżyć nam postać Artysty?

KS:  Artysta, choć wyrosły z tradycji legendarnej, zakopiańskiej szkoły “Kenara” i Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, działający obok wielu wybitnych twórców powojennej sceny artystycznej w Polsce i na świecie, całe życie pozostał bardzo skromnym i prywatnym twórcą, zasadniczo nieznanym. Tworzył głównie w Zakopanem i Sromowcach Niżnych.

Spuściznę, którą Artysta pozostawił, można generalnie podzielić tematycznie na świecką i sakralną. Całokształt Jego prac obejmuje wczesne gipsowe rzeźby figuratywne oraz abstrakcyjne; poprzez wysoce stylizowane prace w drewnie, głównie inspirowane naturą we wszelkich jej przejawach - od mikrobów, ryb, roślin, kwiatów, po monumentalne głowy zwierząt. Znaczną część twórczości Artysty stanowiła sztuka użytkowa; meble i inne formy wyposażenia wnętrz oraz drobne elementy zdobnicze. Sztuka sakralna pozostaje in situ na Śląsku i w Sromowcach Niżnych, w dwóch kościołach  katolickich. Większość prac znajduje się w prywatnych kolekcjach w kraju i za granicą.

Dzięki kontaktom udostępnionym przez ZPAP, możliwe było rozpoczęcie działań związanych z wystawą i powstaniem albumu za co jestem niezwykle wdzięczna. Instytucje, z ktorymi odbyłam spotkania w sprawie kolekcji, możliwości zorganizowania dalszych wystaw oraz ewentualnego sponsoringu były niezwykle pomocne. Szczególnie wdzięczna jestem za kontakty i porady, które otrzymałam od rzeczoznawcy Aldony Sołtys z Krakowskiej DESA oraz kustoszy Muzeum Etnograficznego w Krakowie; Beaty Skoczeń-Marchewka i Grzegorza Graff. Niezwykle ważne i dodające otuchy były dla mnie wskazówki, które otrzymałam, słowa zachęty i wsparcia. Kontakt z krytykiem sztuki Łukaszem Gazurem zaowocował  esejem wstępnym do albumu, stanowiącym obok fotografii, główny filar strukturalny publikacji o życiu i pracy artysty. Każdy etap projektu przebiegał płynnie i bez większych problemów. Wszyscy reagowali na sztukę Władysława Borzęckiego i pomysł wystawy niezwykle przychylnie. Było to dla mnie nieustającym źródłem przyjemności i satysfakcji. Wszystkim bardzo gorąco dziękuję.

MJ: My również serdecznie dziękujemy za wszystko, co uczyniła Pani dla tej wystawy.

Our website is protected by DMC Firewall!