Galeria ul. Mariacka

Z Anną Baranowską o wystawie „Kwadrat do kwadratu” i o łamaniu reguł szachowego pola rozmawia Ida Łotocka-Huelle

17 marca 2017 r.



I.Ł. Pokazuje pani na wystawie obrazy olejne. Czy to jedyna technika w jakiej się pani wypowiada?

A.B. Pracuję jeszcze w technice akrylowej, ale rzadko, bo jest dla mnie za mało elastyczna. Poza tym robię grafikę artystyczną – linoryt kolorowy, a wcześniej biało-czarny. Teraz czerń i biel „wskoczyły” do malarstwa, z czego się cieszę, bo udało mi się uspokoić gamę kolorystyczną. Wcześniej dominowała czerwień, teraz pozostała w akcentach, aby przełamać szarości i beże. Jednak moim zamysłem było, aby prace miały charakter graficzny.

I.Ł. W sensie budowania formy? Aby strukturalny dla obrazu nie był kolor?

A.B. Tak, chodzi o formę, tą która jest u źródeł mojej inspiracji, a jest nią czaturanga.

I.Ł. Czyli indyjski, starożytny pierwowzór szachów. Od kiedy to panią fascynuje?

A.B. Zaczęło się już na studiach. Czaturanga asztabada to pierwotna nazwy plansza do tej gry. Bardzo zainspirował mnie układ przestrzeni gry: geometria, reguła, zasada. W tej przestrzeni umieszczam postaci, rozbawione, roztańczone. Długo inspirowałam się tańcem, teatrem i bardzo chciałam tak zbudować obraz, aby połączyć te dwie kwestie: taniec i grę.

W szachach interesuje mnie geometria, grafika i historia, jak się budowała, jak inspirowała innych, a nie sama współczesna gra.

I.Ł. Czyli zainspirowała panią sama konstrukcja, ujęcie sytuacji przestrzennej w reguły?

A.B. Tak. Pierwsze prace związane z czaturangą zrobiłam jeszcze na uczelni. Potem malarstwo ścienne, duża realizacja w Spichlerzu Sztuki w Wejherowie. To była ogólnopolska wystawa w 2015 r.

I.Ł. Studiowała pani malarstwo monumentalne?

A.B. Nie, i bardzo żałowałam, brakowało mi tego. Jednak poradziłam sobie jakoś. W Spichlerzu Sztuki tematem były gry uliczne. Podłogę, sufit, ściany, schody, sprzęty, dosłownie wszystko malowałam w wielką szachownicę z postaciami. Potem zajmowałam się inspirowanym czaturangą biało – czarnym linorytem i malarstwem.

I.Ł. Wracając do tytułu wystawy „Kwadrat do kwadratu”, czy zainspirowało panią to regularne, geometryczne pole, jakim jest kwadrat i układ który można z tych kwadratów stworzyć?

A.B. Dosłownie ta kratka, która jest na szachownicy. Interesowałam się również pracami innych artystów wypowiadających się w sposób ascetyczny kolorem i prostą formą. Moja kratka jest przetworzona.

I.Ł. No właśnie na obrazie chłopcy grający w golfa poruszają się w dość płynnej geometrycznej przestrzeni, geometria pól golfowych jest zniekształcona. Poza tym szachy to gra statyczna, a pani wprowadza na szachowe pola ruch i różne perspektywy zniekształcające optykę.

A.B. Przekładam statyczną koncepcję na ruch. Jest to bardzo rozwojowe. Gdy zaczynam każdą pracę mam plan. Zakładam sobie kompozycję przeważnie w kwadracie. Podczas pracy, w pewnym momencie jednak, plan trzeba zrewidować, bo zupełnie coś innego w myślach się pojawia, coś mi się nie podoba, wydaje się niespójne, złe i ścieram wtedy położoną farbę. Ta pozostałość zaczyna budować nową formę. Wiele obrazów w ten sposób zbudowałam.

I.Ł. To dziwne bo w pani obrazach poszczególne elementy wydają się być dokładnie, solidnie osadzone w kompozycji, nienaruszalne.

A.B. Nawet pojawia się lęk przed gąbką, czy terpentyną, aby nią zetrzeć to, co się namalowało, ale chwila odwagi procentuje tym, że powstaje potem to, co powinno. Reguły oczywiście są, ale czasami trzeba je złamać, żeby powstało coś zadowalającego.

I.Ł. Stawia sobie pani od początku trudne zadanie. Ta regularność kwadratu jako pola obrazowego już jest trudna do zakomponowania. Poza tym przełożenie reguł gry na warstwę optyczną, czytelną w obrazie, stanowi wyzwanie, bo rodzaj skojarzeń musi iść zupełnie inną drogą. Do tego jeszcze taniec, ruch i kobiety poruszające się na polu gry, grające jakąś rolę.

A.B. Połączyłam tutaj grę planszową z teatrem. Uwielbiam i wiernie śledzę przedstawienia Izadory Weiss. To nowoczesność w tańcu, ruchu i myśleniu. Postaci na swoich obrazach ubrałam w kratkę, a ruch powoduje zmianę jej rytmu, zmianę reguł.

I.Ł. Czyli niby geometryzacja i regularność ale cały czas walka o swobodę i ekspresję.

A.B. W tym celu głębiej wchodzę w postać, co ona sobą reprezentuje, co jej „chodzi po głowie”, muszę dać jej psychikę, aby przekaz był autentyczny. Podobnie jak choreografka Izadora Weiss przygotowuję tancerzy do odegrania roli.

I.Ł. Czyli tajemnica pani obrazów tkwi również w mowie ciała?

A.B. W większości tak. Jednak namalowałam cykl kobiecych aktów w których skupiłam się na twarzy.

I.Ł. A inspiracje artystyczne? Mnie się pani prace kojarzą ze stylem art-deco, z latami 20.: taniec, lekkość, swoboda, witalność, ruch i geometryzacja.

A.B. Bardzo mnie ten okres inspiruje, zwłaszcza Tamara Łępicka, choć dla mnie jest zbyt odważna. Zrobiłam również cykl prac w trójwymiarze — wizerunki sportowców inspirowane właśnie latami 20., 30.

I.Ł. Z jednej strony jest w pani pracach żywiołowość, ruch, a z drugiej strony uspokojona gama kolorystyczna sugerująca smutek, nostalgię.

A.B. Chciałam zachować dyscyplinę barw szachowych, lecz je złagodziłam. Uciekłam od bieli i czerni. Mimo dynamiki zachowałam spokój. Skontrastowałam w ten sposób ruch i agresywność kratki, aby uzyskać pełnię.

I.Ł. Czyli odwieczne poszukiwanie harmonii?

A.B. I element gry. W tej przestrzennej realizacji w Spichlerzu Sztuki w Wejherowie, cała przestrzeń miała być planszą do gry i każdy, kto tam wejdzie odegra swoją rolę. Ktoś fotografuje, inny bawi się piłeczką również pomalowaną w szachownicę. Pani ubrana na biało stanęła na tle biało — czarnej szachownicy i całkiem zniknęła w załamaniach przestrzeni.

I.Ł. Zatem chodzi o wchodzenie w konwencję. Na niektórych pani obrazach postaci zajmują się układaniem kwadratów i zabawą piłką.

A.B. Poza malarstwem mój ulubiony sport to koszykówka. Stąd ta piłka. Ale to nie jest po prostu piłka. W obrazie „Sąd Parysa” nie jabłkiem, ale piłką rozstrzygany jest spór bogiń. To moja wersja mitu.

I.Ł. Ma również zadanie formalne. Kontrastuje ostrość kwadratu. Ale sądząc po fascynacjach bardzo panią pociąga ingerencja w przestrzeń. Czy planuje pani tego rodzaju realizacje.

A.B. Mam mnóstwo pomysłów i trochę propozycji, których na razie nie chcę zdradzać, choć ustalenia są zaawansowane. Bardzo boleję nad brzydką i zaniedbaną w wielu miejscach przestrzenią miejską, ale na razie zamierzam pomalować pewną stodołę. Robię również dokumentację przestrzeni, w której widzę już gotową grafikę.

I.Ł. Dziękuję bardzo za rozmowę.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd