Galeria ul. Mariacka

Bogusław Górecki „Sztuka pozostała”, malarstwo, rysunek, grafika, sześćdziesięciolecie pracy twórczej, Galeria ZPAP Okręgu Gdańskiego 14.01.2019-13.02.2019

 15.01.2019 r.


Grażyna Tomaszewska-Sobko – Studiował Pan w Toruniu na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Katedrze Rysunku. Były to lata ’50, a więc w powszechnym mniemaniu lata szczególne i niezbyt wesołe.

Bogusław Górecki – Dla mnie były to najwspanialsze lata. Człowiek był młody. Poznałem żonę, poznałem Toruń. Teraz młodzież myśli, że była to tylko ponura noc komunizmu.

G.T.S. – Chyba jednak była…

B.G. – Nie. Rozwijał się teatr, sztuki plastyczne. Literatura z tego okresu zostawiła najpiękniejszą spuściznę. Nie było tak źle, zawsze jest, czy było inaczej niż się niektórym wydaje. Nie można lat od 1948 do 1989 wykreślić zupełnie z historii Polski. W roku 1945 w Polsce było morze ruin i zgliszczy, a jedna trzecia obywateli była niepiśmienna. Trzeba było odbudowywać miasta i nauczyć analfabetów pisać. Jeżeli chodzi o politykę, to była wojna między komunistami i ich przeciwnikami i jak na każdej wojnie były ofiary. Czasem naiwna młodzież wierzyła w te socjalistyczne hasła. Każda rewolucja na początku wydaje się wspaniała.

G.T.S. – A potem zjada własne dzieci. Ale trochę odeszliśmy od Pańskich studiów. Jak Pan na nie trafił?

B.G. – Początkowo próbowałem zdawać na medycynę na Wrocławiu, ale na egzaminie zapytano mnie o treść obrad III Zjazdu Komunistycznej Partii Bolszewików, której nie znałem. Następnie poszedłem do szkoły felczerskiej, ale kiedy byłem na praktyce, świadomość, że niewiele mogę pomóc chorym i umierającym dzieciom, spowodowała, że zrezygnowałem. Dopiero potem pojechałem do Torunia, gdzie studiowałem na Wydziale Sztuk Pięknych. Od dziecka dużo rysowałem. W rodzinie miałem wujka, który był profesjonalnym artystą i myślę, że trochę się też zapatrzyłem na niego i jego prace. Na uniwersytecie był profesor Konrad Dargiewicz. Twierdził, że podstawą kształcenia plastycznego był rysunek. Po czym założył Katedrę Rysunku. Był on absolwentem Akademii Krakowskiej z pracowni Jacka Malczewskiego. Z czasem zostałem u niego zastępcą asystenta, a później asystentem. Moja funkcja polegała na ustawianiu modela, a potem udawałem kogoś ważnego i korygowałem prace moich kolegów. Studia ukończyłem w roku ’56. Mieszkaliśmy wówczas z żoną i małym dzieckiem w akademiku. Postanowiliśmy więc przeprowadzić się do Gdańska. W kolejnym roku zapisałem się do Związku Polskich Artystów Plastyków.

G.T.S. – A jak Pan znajdował ówczesny Gdańsk?

B.G. – Tutaj było jeszcze bardzo egzotycznie. Np. po ulicy Długiej, chodziło się mniej-więcej o półtora piętra wyżej, tyle było jeszcze gruzu. Jak wspomniałem, zaangażowałem się w działalność związku.

G.T.S. – Jak się wówczas żyło artystom?

B.G. – Bardzo dobrze. Żyliśmy ze zleceń. Istniała Pracownia Sztuk Plastycznych. Otrzymywała ona zamówienia np. z Komitetu Wojewódzkiego Partii na wykonanie potężnych portretów, m.in. Władysława Gomółki. Dużo było tych prac. Nie było jeszcze rozpowszechnionych druków wieloformatowych, więc wszelkiego rodzaju plansze malowało się ręcznie. Oczywiście były również zamówienia i konkursy dla rzeźbiarzy na pomniki. Plastykom nie było źle. Związek Polskich Artystów Plastyków również pośredniczył w różnych przedsięwzięciach, można powiedzieć usługowych. Ale wiązało się to np. z braniem udziału w obowiązkowych czynach społecznych. I tak np. artyści malowali płot między rogiem ulicy Chmielnej, a Stągwiami Mlecznymi. Życie było piękne i wesołe. G.T.S. - Wystawa w galerii związkowej związana jest z pięknym jubileuszem Pańskiego sześćdziesięciolecia pracy twórczej. Rocznicy tej towarzyszy również wydanie retrospektywnego katalogu, który przy okazji tej rozmowy przeglądamy. Uprawia Pan rysunek, grafikę, a dokładnie linoryt i oczywiście maluje. Ale i tu z równym kunsztem poświęca się Pan akwareli jak i malarstwu olejnemu.

B.G. – No cóż, robię to co mi się podoba. Próbowałem swego czasu być „nowoczesny”. Stąd cykl prac w których stosowałem techniki mieszane, rysunek, szablon, czy aerograf. Skupiałem się w nich na kompozycji i działaniach walorowych.

G.T.S. – No właśnie. Również tematyka Pańskich prac jest bardzo zróżnicowana, ale wydaje się, że najbardziej upodobał Pan sobie architekturę.

B.G. – Jak się mieszka w mieście, to najbliższy plener przedstawia właśnie kościoły czy kamienice.

G.T.S. – W swoim dorobku ma Pan również ogromną ilość linorytów i drzeworytów.

B.G. – W czasie wojny, kiedy byłem dzieckiem, widziałem żołnierzy wychodzących z okopów. Wymieniali ich koledzy. Ci żołnierze byli tak wynędzniali, że podzieliłem się z nimi plackiem. To zdarzenie tak mi utkwiło w pamięci, że poświęciłem mu wiele lat później swój drzeworyt. Co roku robię też pocztówki w linorycie. Powstało ich tyle, że był to materiał na całą wystawę indywidualną.

G.T.S. – W dorobku ma Pan bardzo dużo akwareli. Czy jest to Pana ulubiona technika malarska? Moim zdaniem jest to najtrudniejsza z technik.

B.G. – Ale też i najtańsza.

G.T.S. – Stanowią one swoistą kronikę w historii Gdańska ostatnich kilkudziesięciu lat.

B.G. – Tak, w albumie widzimy np. basztę Łabędź, ruiny plebanii kościoła Mariackiego i to co zostało z ulicy Straganiarskiej.

G.T.S. – Ale portretował Pan również ten zmieniający się i coraz piękniejszy Gdańsk. Tematem bardzo wyeksponowanym na wystawie są góry.

B.G. – To Tatry, w których spędziłem kilka sezonów w latach ’60 i ’70. A jak pada deszcz to maluję martwe natury.

G.T.S. – No właśnie. Jeżeli chodzi o tematy malarskie, to uprawia Pan te najbardziej elementarne. Czyli wspomniana już martwa natura, pejzaż i akty, które w Pana wydaniu bardzo różnią się stylem malarskim.

B.G. – Bo każdego dnia człowiek jest inny.

G.T.S. – Odrębnym tematem są żaglowce, kutry i żywioł morski. Przeważnie są to linoryty i akwarele.

B.G. – Syn mieszka w Juracie i pracuje na Helu. To cóż tam miałbym robić?

G.T.S. – Brał Pan udział w wielu wystawach.

B.G. – Od początku mojego członkostwa w Związku Polskich Artystów Plastyków biorę udział w wystawach okręgowych. Brałem udział również w cyklicznych wystawach grafiki w Warszawie i rysunku we Wrocławiu. Ale również w londyńskiej galerii YMCA prowadzonej przez Polaków przy Instytucie Gen. Sikorskiego. A także w Alzacji, Turku, czy Hamburgu.

G.T.S.-Zostaje mi więc życzyć  jeszcze wielu wystaw i aby poczucie humoru nigdy Pana nie  opuszczało

DMC Firewall is a Joomla Security extension!