Galeria ul. Mariacka

Z Arkadiuszem Banieckim o procesie twórczym i warstwowej strukturze obrazu rozmawia Ida Łotocka-Huelle

13.02.2015

I.Ł. Pański rodowód artystyczny jest bogaty i zróżnicowany. Oprócz czysto artystycznego ma Pan również przygotowanie pedagogiczne i humanistyczne. Jaki ma to wpływ na Pańską obecną aktywność zawodową?

fot. Jerzy Gajewicz
fot. Jerzy Gajewicz

fot. Jerzy Gajewicz
A.B. Akademię Sztuk Pięknych (wówczas PWSSP) kończyłem
w Gdańsku, Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Warszawie, a Studia Podyplomowe – Etykę na Uniwersytecie Gdańskim, ale mój zawód to malarstwo i ono najbardziej leży mi na sercu. Dodatkowo jeszcze uczę w szkole: w liceum historii sztuki,
a w gimnazjum plastyki. Daje mi to dużo satysfakcji, choć czasem trzeba traktować szkolne relacje dość ostro, bo nasza młodzież, jak wiadomo, twierdzi, że nic im nie jest potrzebne. Żeby zapewnić młodym ludziom niezbędny poziom wiedzy i kultury, szerokie przygotowanie jest bardzo przydatne.

I.Ł. Ja również uczę w szkole i znam te problemy, więc przyjemniej będzie wrócić do tego, co zależy tylko od nas, artystów – czyli własnej twórczości. Czy próbował Pan nadać tytuł obecnej wystawie?

A.B. Wielokrotnie nazywałem swoje wystawy jakimś tytułem i zastanawiałem się nad nazwaniem tej w Galerii ZPAP, ale nie zdecydowałem się aby to zrobić. W tym wypadku uważam, że – malarstwo – wystarczy.

I.Ł. Rzeczywiście, obrazy są dosyć zróżnicowane. Mamy tu abstrakcje, figuracje oraz połączenie jednego
z drugim na zasadzie kolażu. W niektórych jest synteza światła i koloru, co daje efekt płaskości, w innych mamy sugestię przestrzeni. Jaki okres obejmują te prace?

A.B. Powstały w przeciągu mniej więcej 10 lat i są tak różne, jak różne były inspiracje. Malując na przykład ten, który zatytułowałem „Ateny” myślałem

o Grecji, gdzie brałem udział w konkursie. Stąd aluzja do greckich budowli, kolumn i ruin widocznych w przestrzeni.

I.Ł. Właściwie jest to jedyny obraz gdzie mimo ogromnej umowności czytelna jest przestrzeń. Pozostałe kojarzą się z jakimś palimpsestem, tekstem kultury, w którym warstwami nakładają się na siebie kolejne treści, sugerując, że pod każdą warstwą istnieje jakaś inaczej zakodowana historia, tajemnica.


A.B. Historia tworzy się i podczas malowania. Jeżeli ktoś mówi, że wymyślił obraz i tylko wystarczy wejść do pracowni i po prostu go namalować, to nie do końca jest prawdą. Twórczość to etapy, od początku do pozornego końca, bo końca może w ogóle nie być, po prostu zawieszamy ciąg skojarzeń.

I.Ł. Chodzi mi również o historię w sensie dosłownym. Gdy patrzę na obraz z greckimi literami, czuję, że to tylko wierzchnia warstwa, że coś jest pod nią ukryte.

A.B. Ten obraz zainspirowany jest starymi zwojami Biblii z pierwszego stulecia chrześcijaństwa, odkrytymi na Bliskim Wschodzie. Starałem się oddać strzęp pergaminu i oryginalne pismo oraz oczywiście nadzieję, że się czegoś, dotąd nieznanego dowiemy. Jest tu też inny obraz, który zatytułowałem „Geny”. Umieściłem na nim fragmenty ważnych tekstów z dziejów kultury europejskiej. Ten obraz zdominowany jest przez napis „ona i on” – para, początek genetycznych kombinacji: dobrych i złych, takich, które prowadzą nas w różnych kierunkach. To gra, układanka, która może zawieść również na szubienicę, decyduje o losie. 

I.Ł. Spotkania genów wyglądają na tym obrazie trochę jak „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” – z kosmitami. Jedynie ludzkie cienie i rozsypanka
z tajemniczych kodów. To stawianie bardzo poważnych pytań.

 A.B. Takie stawianie pytań frapuje mnie od dawna. Jedną z moich wystaw zatytułowałem: „Co wiemy o sobie?”. Na obrazach umieszczam symboliczne litery oraz szeregi dat. Jakich, pozostaje moją tajemnicą. To nie do końca określone znaki, symbole mogące dotyczyć wielu rzeczy. Może widz odnajdzie w nich siebie. Kilka z tych prac uczestniczyło w Międzynarodowym Biennale Quadro-Art, organizowanym przez Łódzki Okręg ZPAP.

I.Ł. Technika, w jakiej Pan tworzy jest bardzo złożona: kolaże, frotaże, impasty, aple, przecierki. Widać, że z pasją zmaga się Pan z materią farby, że świetnie się Pan w niej czuje i ciągle poszukuje właściwego wyrazu dla kolejnych pokładów wyobraźni, uzgadniając materię malarską z ciężarem tematyki. To zamierzona adekwatność formy i treści?

A.B. Oczywiście. Ja to nazywam linią dojścia. W zastosowanej tutaj technice podążam tropem kolażu. Litery, cyfry w malarskiej materii nałożone są na inne struktury. Gdyby zacząć zdrapywać warstwy, można do nich dotrzeć. Daje to pewien materialny ciężar, gęstość, konkretność. Podobnie, jak ciemna tonacja, zaczyna mi to trochę przeszkadzać. Mam ochotę w tej chwili na obrazy całkiem jasne, słoneczne.

I.Ł. Poetyzując można powiedzieć, że te, które widzimy wywodzą się z żywiołu ziemi, o czym świadczy również kolorystyka, a tęskni Pan za dopełnieniem: lekkością, światłem – czyli żywiołem powietrza. Zawsze w końcu szukamy równowagi. Jest Pan bardzo wyrazistym artystą z niezwykłym temperamentem twórczym. Z obrazów bije energia, niemal słychać jak Pan nad nimi pracuje. Proszę ujawnić jak wygląda ten proces?

A.B. To już Pani sama najlepiej wie. Czasem idzie dobrze, a czasem nie można ruszyć z miejsca. Pracuje się zrywami: raz traci się energię, ochotę
i przychodzi do pracowni tylko zamiatać, a kiedy indziej doba jest za krótka.

I.Ł. Stylistyka Pańskich obrazów ujawnia fascynację secesją i awangardami początku XX w. Proszę, na zakończenie, powiedzieć coś o swoich mistrzach.

A.B. Są nimi wszyscy malarze, których wystawy widziałem. Czerpiemy od innych, przetwarzamy. Kto twierdzi inaczej, to kłamie. Gdybyśmy nie chodzili, nie patrzyli, nic byśmy nie zrobili. Nie oznacza to naśladownictwa. Choć podziwiam np. Klimta, nie uzurpuję sobie, ani nie chcę, aby mnie z nim kojarzono. Z nim lub z kimś innym, bo najwięcej jest pierwiastka swojego. Twórczość to proces - ciągle poszukuję, i jeżeli nie można mnie zaszufladkować, to się cieszę. Jednak to co widzę ma na mnie wpływ. Nie ukrywam, że lubię secesję, Tolouse-Lautreca i malarstwo międzywojenne. To wspaniały okres w twórczości – poprzez modernizm do II wojny światowej. Malarstwo historyczne natomiast, owszem doceniam, ale jakoś mnie nie inspiruje.

I.Ł. Bardzo dziękuję za rozmowę.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!